Szybkimi krokami zbliża się Wielki Finał, czyli posiedzenie Trybunału Konstytucyjnego poświęcone konstytucyjności ustawy z dnia 25 czerwca 2015 r. o Trybunale Konstytucyjnym, autorstwa sędziów TK i Platformy Obywatelskiej. Zasadność tytułu notki została tym samym została udowodniona. Dodatkową atrakcją jest fakt, że czynny udział w rzeczonych działaniach prawotwórczych brał prezes i wiceprezes Trybunału Konstytucyjnego.
Poprzednia ustawa o Trybunale Konstytucyjnym została wprowadzona w życie idealnie razem z Konstytucją RP, czyli w dniu 17 października 1997 r. Natomiast nowa ustawa, rozszerzająca uprawnienia TK, obowiązuje od dnia 30 sierpnia 2015 r. Zarówno pod rządami starej ustawy, jak i obecnej, istnieje przepis nakazujący obligatoryjne wyłączenie sędziego, jeśli był m.in. doradcą uczestnika postępowania (art. 26 ust. 1 pkt 2 i art. 46 ust. 1 pkt 4 odpowiednio starej i nowej ustawy). Oznacza to, że co najmniej trzech sędziów TK, w tym prezes i wiceprezes, powinno wyłączyć się od udziału w postępowaniu w dniu 3 grudnia 2015 r. Zresztą, prawidłowej wykładni cyt. normy dokonał sam prezes Andrzej Rzepliński w trakcie 76. posiedzenia Senatu RP, mówiąc m.in.: wyłączę się ja i wiceprezes Trybunału, bośmy brali aktywny udział w pracy nad procedowaniem, w tych czynnościach prawodawczych. Nie ma przeto najmniejszych wątpliwości o istnieniu przesłanek wyłączających sędziego TK. Wiemy też, iż prezes Rzepliński, jak i pozostali zaangażowani w proces prawotwórczy sędziowie, wyznaczeni są do składu TK na dzień 3 grudnia br. Jak to się skończy? Zobaczymy.
Wiemy również, że Prokurator Generalny i Pierwszy Prezes Sądu Najwyższegooficjalnie uznali ustawę autorstwa PO i sędziów TK za niezgodną z ustawą zasadniczą i skierowali skargę co najmniej w stosunku do przepisów zezwalających na wybór "na zapas" dwóch sędziów TK. Nb. Sąd Najwyższy uznał także za niekonstytucyjne przepisy najnowszej ustawy, autorstwa PiS, ale ta ma być rozpoznawana w następnym tygodniu.
Zerknijmy w tym momencie do przepisu odnoszącego się do Prezydenta RP. W starej ustawie (art. 2 ust. 3 zd. 1) brzmiał on następująco:
Trybunał na wniosek Marszałka Sejmu rozstrzyga w sprawie stwierdzenia przeszkody w sprawowaniu urzędu przez Prezydenta Rzeczypospolitej, gdy Prezydent nie jest w stanie zawiadomić Marszałka Sejmu o niemożności sprawowania urzędu.
W nowej ustawie (art. 3 ust. 6 zd. 1) przepis ten został zmieniony do postaci:
Trybunał rozstrzyga o stwierdzeniu przeszkody w sprawowaniu urzędu przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.
O ile w pierwszym przypadku inicjatywa w sprawie uznania przeszkody w sprawowaniu urzędu Prezydenta RP należała do Marszałka Sejmu, o tyle w nowej ustawie Trybunał Konstytucyjny może stwierdzić to samodzielnie, w dodatku bez ograniczenia do przypadku, gdy Prezydent nie jest w stanie zawiadomić Marszałka Sejmu o niemożności sprawowania urzędu. Zapewne odcisnęła się tutaj katastrofa smoleńska, ale zerknijmy też do głównego źródła prawa, czyli do Konstytucji RP, która w art. 131 ust. 1 stanowi:
Jeżeli Prezydent Rzeczypospolitej nie może przejściowo sprawować urzędu, zawiadamia o tym Marszałka Sejmu, który tymczasowo przejmuje obowiązki Prezydenta Rzeczypospolitej. Gdy Prezydent Rzeczypospolitej nie jest w stanie zawiadomić Marszałka Sejmu o niemożności sprawowania urzędu, wówczas o stwierdzeniu przeszkody w sprawowaniu urzędu przez Prezydenta Rzeczypospolitej rozstrzyga Trybunał Konstytucyjny na wniosek Marszałka Sejmu.
Widać wyraźnie, iż w starej ustawie o TK występowała pełna zgodność z Konstytucją, nie ma jej natomiast w nowej. Zatem zwykłą ustawą poszerzono sobie uprawnienia konstytucyjne, co jest absolutnie niedopuszczalne. Jeśli ktoś nie wie, jak to działa, niech spróbuje legalnie zawrócić na zakazie skrętu w lewo. Tutaj zaś mówimy o szczególnym przypadku, albowiem takim jest niemożność sprawowania urzędu przez Prezydenta RP. Być może po Smoleńsku trzeba to było jakoś uregulować, ale nie kosztem ewidentnego wykraczania poza samą Konstytucję.
Konkludując, czekają nas dwa ciekawe tygodnie prawnicze. Trybunał Konstytucyjny, który na własne życzenie obniżył rangę do minimum, będzie rozstrzygał, czy jego własne kompetencje zgodne są z Konstytucją. W 1997 roku sprawa była absolutnie jasna. Zarówno sama ustawa zasadnicza, jak i ustawa o Trybunale Konstytucyjnym, była skorelowana zarówno czasowo, jak i pod względem brzmienia przepisów, no i społeczeństwo zadecydowało o ich wprowadzeniu w drodze referendum. Dziś politycy PO oraz sami sędziowie TK postanowili obejść prawo konstytucyjne i przyznać sobie kompetencje nieprzewidziane w Konstytucji RP. Zobaczymy przeto, jak to się zakończy".